W stolicy Swanetii – Mestia i okoliczne szlaki

Swanetia – kraina najwyższych gruzińskich gór Kaukazu. Mestia to stolica, dla wielu jest początkiem górskich przygód. A jeśli to miasto docelowe, polecam zajrzeć do Koruldi Lakes.

Gruzja to wybór między winem a górami. My wino lubimy bardzo, ale góry jeszcze bardziej. Jeśli Wam też bliżej na szlak, na pewno traficie do Mestii w Swanetii. To stolica, dopiero stąd ruszycie dalej na szlak. Jeśli jednak potraktujecie to miasto jako docelowe, polecam zajrzeć do Koruldi Lakes.

Ikona kategorii

Poziom trudności:

Ikona kategorii

Dystans:

19 km

Ikona kategorii

Najwyższy punkt:

3328 m n.p.m.

Ikona kategorii

Suma przewyższeń:

m

Są takie miejsca, w których czujesz się jak ryba w wodzie. Dla nas każda podróż jest ciekawa i angażująca, ale im bliżej natury, tym lepiej. W szczególności im wyżej w górach tym lepiej. Dlatego wizyta w gruzińskiej Swanetii była dla nas szyta na miarę. Bo to mix gościnnych gospodarzy, całkiem dobrej kuchni i przede wszystkim fantastycznych górskich krajobrazów Wielkiego Kaukazu.

Piękne, wysokie góry i długie trekkingi z dala od cywilizacji – marzenie.  A Swanetia leży właśnie u podnóża najwyższych szczytów Gruzji. Szlaki prowadzą przez rozległe zielone wzgórza i maleńkie, często opuszczone wsie, które do dziś zachowały wiele regionalnych cech, jak choćby słynne średniowieczne baszty obronne. Mestia jest tu największa, to stolica Swanetii. Trudno powiedzieć o niej „turystyczna”, choć przyjeżdża tu wielu Europejczyków – latem przyciąga ich trekking, zimą narty, za którymi stoją w Gruzji potężne inwestycje. Mestia już sama w sobie jest miejscem dla zdeterminowanych, bo dotrzeć tu wcale nie jest łatwo – potrzeba 8 godzin na dojazd marszrutką z Tbilisi. Można też wybrać opcję samolotem, ale polecam rezerwować bilety z minimum 3-4 tygodniowym wyprzedzeniem, bo to lotnisko o małej przepustowości, a do tego często zamykane ze względu na kapryśną pogodę.

Trudno powiedzieć o niej „turystyczna”, choć przyjeżdża tu wielu Europejczyków

Szkoda, że wielu turystów traktuję Mestię jako miejsce docelowe, zamiast udać się na trekking w bliższej czy dalszej okolicy. Zachęcam Was bardzo, bo dopiero na szlaku poczujecie, czym jest Gruzja. Najlepiej wyjść na kilka dni w góry – choćby do Adishi czy Ushguli. To dopiero kraniec świata te dwie maleńkie wioski położone na 2000m n.p.m., z widokiem na lodowce i wysokie szczyty. Jeśli jednak zdecydujecie się potraktować Mestię jako bazę wypadową, tu też jest kilka fajnych opcji na całodzienne trekkingi.

Polecam wycieczkę czerwonym szlakiem w kierunku jezior Koruldi, położonych na ok. 2700 m n.p.m. Start w centrum miasta. Zanim zaczniecie maszerować w górę, zgubicie się kilka razy. Droga początkowo nie jest oznakowana, więc chwilę potrwa, zanim wejdzie się na właściwy szlak. Nie wiem jak, ale w końcu na niego traficie. Dalej punktem orientacyjnym będzie metalowy krzyż, o niego właśnie pytajcie jeśli zgubilibyście drogę.

Zanim zaczniecie maszerować w górę, zgubicie się kilka razy

Początkowo trasa wiedzie przez las, ale od wysokości 2300 m n.p.m. idziemy już granią – i tak aż do jezior. Odcinek od krzyża jest najlepszy, bo prowadzi szerokim płaskowyżem z niewielkim nachyleniem. Widoki są boskie – wysokie góry i zielone hale. To dość popularny szlak, a turyści pochodzą głównie z Polski i Izraela. Niestety do jezior można też dotrzeć samochodem, więc po drodze mija nas kilka terenówek.

Same jeziora są niewielkie, ale malowniczo położone. Niektórzy nawet rozbijają tu biwak, to musi być dopiero przygoda! Niebo nocą musi tu wyglądać jak milion dolarów. My nie zdecydowaliśmy się na namiot, za to zdobyliśmy pobliski szczyt o wysokości 3328m n.p.m. – grań Koruldi. To już dość wysoko, więc wszystkich cwanych zmotoryzowanych zostawiliśmy za plecami – niewielu jest chętnych na mozolne podejście, kiedy żwir obsuwa się pod każdym krokiem. Za to widok ze szczytu nieziemski, bo na wyciągnięcie ręki wnosi się majestatyczna Ushba (4700m  n.p.m.) – wprawdzie nie najwyższy, ale na pewno jeden z najtrudniejszych technicznie szczytów Gruzji. Królowa Kaukazu, Matternhorn Kaukazu – określeń dużo, bo ta góra naprawdę fascynuje.

jeziora są niewielkie, ale malowniczo położone

Kiedyś wspominałam już, że Gruzja to nie miejsce dla małych dzieci. Bo żeby poczuć Gruzję, samo wino i chaczapuri nie wystarczy. Trzeba wejść na szlak, a trasy są zazwyczaj długie i męczące. Pogoda to kolejne wyzwanie. Wszystko ze zdwojoną siłą – upał i gigantyczne burze latem, później deszcze i błoto, nie wspominając o zimie, która odcina od świata górskie wsie na długie miesiące. To nie miejsce dla maluchów, nawet przy wsparciu wszelkich gadżetów jak chusty czy nosidła. Dlatego warto tu przyjechać dopiero z dzieckiem, które może i chce pójść w góry.

Może cię zainteresować:

Góry

Lodowiec Shkhara jak z kaukaskiej bajki

Doliną wśród rozległych zielonych wzgórz. W oddali najwyższe góry gruzińskiego Kaukazu. Obrazek jak z pocztówki. 

Gruzja

Z wizytą w Ushguli u podnóża najwyższych gór Gruzji

Jak dojechać do Ushguli? Nigdy o to nie pytajcie. Bo żeby poczuć Kaukaz, trzeba się po nim nachodzić, zmęczyć. W zamian niezapomniana przygoda gwarantowana!

Góry

Kaukaski trekking z Mestii do Ushguli – część I

Nasza ulubiona górska wyprawa. Kilka dni na szlaku przez zielone przełęcze, u stóp imponujących lodowców, na tle wysokich szczytów Kaukazu. I ta cisza!

obrazek dolny